Święta, święta...

Początek świąt rozpoczął się trzaśnięciem pleców, potem noszenie stołów. Chodzę jak paralityk. Mam nadzieję, że gniew bogów nie wyraża się w taki sposób. Tak czy inaczej moje plecy przed zawarciem małżeństwa miały się zdecydowanie lepiej.
W Sieradzu pierwsza wspólna wigilia od wielu lat, wypad z bratem do pubu, same miłe rzeczy. W Poznaniu też jak zwykle miło.

0 komentarze:

Prześlij komentarz

 
Tomasz Kulig